czerwona pajęczyna...

Pogrzeb był wojskowy. Nie wiemy, kto był organizatorem. Czy musimy? Czy to jest istotą sprawy? Rodzina była organizatorem. Zmarły zmarł, wypada pochować. Niezależnie od tego, jakiego był wyznania, jakiej orientacji, co w życiu zrobił, a czego nie zrobił, a mógł. A może nie mógł. Nikt tego nie wie, bo nikt nie siedzi w głowie drugiego człowieka i nie wie, CO nim kieruje.

Zmarł człowiek, a więc i msza, skoro taka była wola człowieka. Ale pogrzeb świecki, za to z wojskowymi honorami. W końcu jak miał nie być z wojskowymi honorami, skoro zmarły był żołnierzem; generałem.



Szacunek wobec majestatu śmierci.

W polskiej historii nie było jeszcze takiego przypadku. Światowym odniesieniem, co do politycznych uwarunkowań, był pogrzeb Pinocheta. Formalnie. Formalnie było podobnie. Formuła pogrzebu wojskowego, nie państwowego. Bez honorów, a jednak z honorami.
Mowę pożegnalną wygłosił Aleksander Kwaśniewski. Też komuch, prawda? Ależ pożywka dla tych wszystkich krzyczących. Nie oceniam, czy dobra to była mowa, czy nie dobra, to chyba – po głębszym zastanowieniu – nie o to chodzi. Powiedział, jak czuł, jak chciał.
Poza wszystkim, było nie było, Jaruzelski był prezydentem, pierwszym prezydentem Rzeczpospolitej Polskiej, po transformacji. Może się to nie podobać, ale fakt pozostaje faktem. Nie da się tego nazwiska wykreślić z historii naszego państwa.

A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści…

Mój dziadek też był komuchem.
Jest.
Chociaż bardziej pasuje mi, i bezpieczniejsze jest słowo socjalista, ale niech będzie komunista, to mocniej bije po oczach. Bije po wszystkim. Słowo – kolec.

Mój dziadek wymyślił hasło robotnicy do fabryk, studenci do nauki. Byli też pisarze do piór i rolnicy na traktory, ale nie wiem ile w tym było dziadka, i czy w ogóle. Mój dziadek napisał pracę dyplomową pt. Czas wolny młodych robotników, a praca kulturalno–rozrywkowa w FSO na Żeraniu. Dziadek w pracy przedstawia tezę, iż prosta działalność rozrywkowa może dobrze służyć kształtowaniu kultury życia, stosunków towarzyskich, kultury słowa, właściwego zachowania się. (Myślę, że państwu na cmentarzu powązkowskim może przydałoby się nieco działalności kulturalno-rozrywkowej…)
Ofensywa na wolny czas załogi pod kryptonimem "Jak wydać milion na kulturę" nie zakończyła się pełnym sukcesem, ale (ponieważ) każdy początek jest trudny, niewątpliwym osiągnięciem jest to, że sprawami kultury zainteresowano załogę.
To może śmieszyć, jak również szczery żal dziadka, że załoga nie miała możliwości spotkać się z Wojciechem Siemionem i Tadeuszem Garczyńskim, autorem głośnego cyklu odczytów "Od fraka do waciaka".
Mój dziadek, żałując waciaka, ściskał potem w Prowansji dłoń Picassa, który podarował mu przepiękną ceramiczną miseczkę ze swojej pracowni, którą własnoręcznie podpisał flamastrem. Na znak przyjaźni. Dziadkowo-Picassowej? Komuszo-komuszej?
Myślę, że ludzko-ludzkiej.


Takie były realia młodości mojego dziadka. Dziadka, który z Olimpiady w Moskwie przywiózł mi pięknego brązowego niedźwiadka z obrożą z kółek olimpijskich. Mój dziadek dzielił się ze mną serkiem waniliowym w plastikowym pudełeczku "ja tu będę trzymał łyżeczką w połowie, a ty jedz". Mój dziadek dostał karabin i z okna budynku KC miał strzelać do robotników "gdy zajdzie taka konieczność".
Zza grubej czerwonej kotary.
W nocy z dwunastego na trzynastego grudnia.
Konieczność nie zaszła, a dziadek co roku w grudniu umiera coraz bardziej, i nie ma to nic wspólnego z upływem lat.

Ponieważ mój dziadek, wcale nie dlatego, że jest moim dziadkiem, jest dobrym człowiekiem.
Fakt, iż jest to mój własny osobisty dziadek, nie ma z tym nic wspólnego. Najbardziej krytyczna jestem zawsze w stosunku do swojej rodziny. Ponieważ mam prawo. Ponieważ znam członków mojej rodziny. Ponieważ wiem, co nimi kieruje i jakie są ich przekonania.
Mój dziadek płakał z powodu śmierci Stalina. Nie usprawiedliwiam go, tylko dlatego, że jest moim dziadkiem i z powodu serka waniliowego, co to zwykle dla niego nic nie zostawało i zjadałam cały. Niektóre przekonania dziadka, jego myślenie i postrzeganie świata, uważam za skrajne i radykalne zaślepienie. Błędne.
Ale to nie stanowi o całym jego życiu.

Ale kiedy patrzę na działania i postępowanie mojego dziadka, w ciągu całego jego życia, to, chociaż z niektórymi jego przekonaniami się nie zgadzam; no dobra, z większością się nie zgadzam, nie zmienia to faktu, iż jest on i zawsze był, dobrym człowiekiem. I przede wszystkim myślał o innych, a na szarym końcu o sobie.
Tak, to jeden człowiek. Ale skoro mój dziadek jest taki, jest setki takich moich dziadków. Być może generał też był taki.
Chociaż był komunistą.
Dobry komunista. Oksymoron?
Czy to w każdym jednym przypadku, się wyklucza?
A kto daje nam prawo o tym rozsądzać?

Mój dziadek jest tragiczną postacią. Tragiczną i uwikłaną.
Tak jak i generał.

Tylu ludzi wymordował podczas stanu wojennego.
Zbrodniarz.

Mam wrażenie, że stereotypami to za daleko nie dojdziemy.

Dla jednych to Jaruzelski jest zdrajcą, dla innych Kukliński. Dla jeszcze innych Piłsudski swoimi działaniami „wymordował” więcej niewinnych.

A zasadność użycia ceremoniału wojskowego?
Tak źle i tak nie dobrze. Pogrzeb państwowy jeszcze bardziej kontrowersyjny.
Może najlepiej w ogóle było go nie chować, tylko wystawić na publiczne zgnicie?

Czy wtedy ci, którzy krzyczeli, byliby szczęśliwsi?
A może trzeba go było ukamienować.

Nie oceniam, ale wydaje mi się, że poza wszystkim, szacunek i tolerancja, to jedne z głównych cnót.

Wobec ziemi, wszyscy jesteśmy równi.
Działania generała oraz ich wpływ na Polskę, na historię, pozostawmy historykom, nie mam wątpliwości, iż wystawią mu bardzo krytyczną ocenę.
A rozgrzeszanie? Czy ludzie ludzi powinni? A którzy to są ci lepsi, a którzy ci gorsi. A dlaczego generała Jaruzelskiego mają rozgrzeszać lub nie, ludzie, którzy w spazmach walczyli o krzyż pod Pałacem Prezydenckim po katastrofie smoleńskiej. Dlaczego mam wrażenie, że ci, którzy najgłośniej teraz krzyczą, to skrajni prawicowcy pokroju Antoniego i Marysi skądś tam, która powiedziała ostatnio, że Żydzi to się sami do komór pchali. No wybaczcie, ale właśnie z tym mi się ci ludzie kojarzą.

Ci, którzy najgłośniej krzyczą…

Hm; „a najmocniejszym orędziem Pana jest miłosierdzie” – powiedział Papież Franciszek wstępując na Tron Piotrowy.

Pozostawiam to sumieniu i rozwadze każdego z osobna.


* To nie miał być felieton polityczny, od razu mówię, że komentarze w stylu czerwona pajęczyna, nie trafią, mam akurat zupełnie inne poglądy. Chodziło mi raczej o aspekt, by tak rzec, człowieczy. To miał być felieton o takim niepozornym słowie szacunek.
Trwa ładowanie komentarzy...