O autorze
Studiowałam Ochronę Środowiska na SGGW, Podyplomowe Dziennikarstwo na UW, oraz w Studium Literacko – Artystycznym na Wydziale Polonistyki UJ. Zadebiutowałam w 1995 roku tomikiem Ziarnko goryczy. W 2007 roku ukazał się mój drugi tomik; Okruchy tęsknoty. Zrealizowałam kilka filmów o tematyce ekologicznej, byłam stałą felietonistką miesięcznika literackiego Bluszcz. W kwietniu 2013 ukazała się moja pierwsza powieść pt. (nie)winna. W grudniu 2013 wydałam trzeci tomik poetycki - okno życia.

flirtujmy!

Co popycha nas do flirtu? Parę dni temu popchnęło coś faceta na imprezie i usiłował robić to ze mną. Flirtować znaczy. Przynajmniej tak deklarował. Nie reagowałam, więc w następnej kolejności usiłował wmówić mi, że flirtowanie wymarło. Ja z kolei usiłowałam wmówić mu, że to w dwie strony musi działać i nie wymarło, ale między nami nie zadziała bo jest pijany, brzydki i stary. Nie zrozumiał. Zasadniczo nie przeszkadza, że stary, bo z Janem Nowickim flirtowałabym z rozkoszą (przepraszam, ale dla mnie on już jednak stary jest. Piękny, cudowny, jedyny, ale stary. No KTOŚ musi być stary, TAK?). Ten z imprezy nie dość, że Nowickim jednak nie był, to był i brzydki i pijany. Wmawiał mi, że flirt to się kiedyś tak nazywało a teraz to… i nie do końca wiem CO, bo tak chuchnął, że ewakuowałam się. Jeśli tak wygląda flirt to rzeczywiście wymarł, zdechł. Ale nie wymarł i zachwyca! Jak ma nie zachwycać skoro tłumaczę, że zachwyca! Więc co popycha. Jeśli nie Nowicki.

Nie myślę wyłącznie o kobietach, bo gdyby tylko kobiety flirtowały, nie wszystkie miałyby z kim. Ale jednak skupię się na nich, czyli na nas. Czyli na sobie. Tak lubię najbardziej.
Charakter więc popycha. Ja mam charakter na przykład flirciary absolutnej. Robię to nieustannie, niewinnie a czasem i winnie kiedy po winie, ale przecież zawsze wina jest po stronie wina.

Ale nie tylko charakter; nie wszystkie mamy naturę kusicielki. Potrzeba „sprawdzenia się”? Czy jestem atrakcyjna, czy NADAL jestem atrakcyjna, czy jak nieumalowana i w dresie w warzywniaku, to też da się. Jeśli tak, to poczucie własnej wartości rośnie do rozmiarów Pałacu Kultury, jakkolwiek źle literacko i w ogóle brzmi „rośnie do rozmiarów”.

No i w końcu, czy też na początku; brak adoracji ze strony osobnika trzymanego w domu. Pcha. Wręcz rzuca. Ale uwaga: chodzi też o adorację mężczyzn przez nas; niestety. Gdy przestajemy go uwielbiać, on zaczyna flirtować; to oczywista oczywistość. Musicie uwierzyć mi na słowo i doświadczenie, a i jedno i drugie jest przebogate, bo ja językowo bardzo sprawna jestem. Jak bardzo przebogate to nie mogę powiedzieć; moja matka nie zasnęłaby przez najbliższe noce i waleriana szła by na opakowania… w każdym razie PRZEBOGATE.

Brak adoracji; tak. Czy już same mówicie sobie komplementy? Wychodzicie przypuśćmy z osobnikiem na imprezę; godzinami zastanawiałyście się, która sukienka, rajstopy czy pończochy, szpilki te, a może inne. I rzęsa podkręcona trzepocząca i oko umalowane i włosy lśnią i całe lśnicie po prostu i kurwa – CISZA.
Naprawdę, nie mówię o tak prozaicznych sprawach jakimi są powrót od fryzjera w nowej fryzurze, w której wyglądamy świetnie i o dziesięć lat młodziej, pomalowanie paznokci na szałowy kolor, nowa sukienka, zmiana okularów (według badań nie wiem jakich, ale na pewno amerykańskich; facetów bardziej kręcą okulary niż pończochy i czerwone paznokcie), schudnięcie dwadzieścia deko i takie tam zwykłe rzeczy, nie! Chodzi o wylaszczenie się wyjątkowe. Wyglądacie jak milion dolarów, a tu żadnej reakcji, nic, zero, nul, martwa cisza.

Należy wówczas niezwłocznie samoskomplementować się do lustra, a następnie rzucić we flirt. Bo chodzi o to, aby adoracja była, kochamy być adorowane i komplementowane, mężczyźni powinni robić to bez przerwy! Uwodzić. Znad kawy w barze, z kolejki w aptece, z auta na światłach.

On cię uwodzi. A ty tego chcesz. A jeśli nie wiesz czy chcesz to ja ci powiem: CHCESZ.
W końcu ma być przyjemnie; dreszczyk, endorfiny, serotonina i takie tam. Czekolada też dobra, ale od czekolady tyłek rośnie.

Oczywiście, że trzeba flirtować z klasą. Znam taką parę; on nieustannie opieprza ją, że ona zachowuje się jak puszczalska (do kwestii tego, że mężczyzna gdy robi skok w bok to jest wszystko ok., a kobiecie nie trzeba nawet w bok skakać, aby została uznana za dziwkę, wrócę kiedyś). Że siada na kolanach innym facetom, że maślane oczy, że wdzięczy się, że dekolt ma za bardzo, że śmieje się za głośno. Ona w płacz i w argument:
- A jak Martusia na przyjęciu zaręczynowym zadarła sukienkę i pokazała wszystkim różowe majtki to nie byłeś zgorszony i nie mówiłeś, że jest dziwką!
- Tak, ale Martusia robi to z taaaką klasą…
Przyjęcie było dawno, zaręczyny zerwane, majteczki liliowe, a Martusia to ja.
Ma się to po prostu we krwi, no co ja mogę. Może to zeroerhaplus tak działa, podobno najlepsza grupa, to i flirtujemy z klasą. Nie chcę faworyzować, ale w istocie, mężczyźni z 0Rh+, których spotkałam, to cudowni flirciarze (o tym jakimi są kochankami napiszę kiedyś, ale niestety też najlepszymi).

Początek roku akademickiego, nowy wykładowca wchodzi na zajęcia, notabene z chemii. Salka mała, ale siedzimy rozproszeni. Omiata nas wzrokiem i podążając do swojego biurka pod tablicę mówi:
- Ale państwo TAK DALEKO siedzą…
- A co, będzie nam pan BADAŁ PULS?
Tak, ta co spytała to byłam ja. Czy flirt się rozpoczął? No to chyba retoryczne pytanie jest. Po długiej i wymownej wymianie spojrzeń, poszłam krok dalej i napisałam mu maila: „kocham patrzeć jak patrzysz czy patrzę”… To nic, że powiedział to zdaje się Prosiaczek do Puchatka i chodziło zapewne o coś innego niż flirt, ale stało się to początkiem czegoś co najmniej tak słodkiego i dobrego jak dzbanek miodu ze Stumilowego Lasu.

A w życiu przecież chodzi (też) o to, aby było przyjemnie i słodko. Że ja zaczęłam? Zwykle zaczynam, taka już ze mnie kusicielka. Nie wiem, czemu zatrzepotałam do niego, ale od pierwszej sekundy, kiedy go zobaczyłam, wiedziałam, że będę trzepotać i wiedziałam, że jak zatrzepoczę to będą kłopoty…

Chemia. Endorfiny. Wydzielają się długodystansowcom podczas biegania, wiem, bo biegam maratony. Wydzielają się też przy rzucaniu powłóczystych spojrzeń spod półprzymkniętych powiek, wydymaniu ust, zabawie szaliczkiem, znacie te sztuczki.
Znacie? Znamy. To używajcie.

Toć flirtowanie zdradą nie jest! Oczywiście, zależy jak daleko się człowiek posunie w tymże. Ale flirt to nie romans. Może się przerodzić, wtedy robi się kłopocik, ale po winie też się ma kaca… Miewa.

Co do biegania; biegam ostatnio na siłowni, bo zimno. Jest taki jeden co biega naprzeciwko i tak sobie biegamy godzinkę i patrzymy. Od czasu do czasu patrzymy, aby w bieżnię nie wyrżnąć. Trochę słabe miejsce do flirtowania, człowiek w zasadzie przychodzi żeby poćwiczyć, zmęczyć się, rzęs nie maluje, pot cieknie, mało to wszystko seksowne. Ale no trudno. To się niedawno uśmiechnęłam. To on też. Etap pierwszy; flirt wzroczny, niemy. Ale nie podszedł, cholera. Może się zepsułam? Albo nieśmiały jakiś, chociaż nie wygląda. Chyba jednak tusz wodoodporny kupię, rzęsami potrzepoczę, założę jakieś sexy szorty, albo ręcznik upuszczę, nie wiem. Chociaż trener zauważył i zainterweniował: „Jak będzie za bardzo podskakiwał to mogę mu w mordę dać”… Na trenera działa to czemu psia mać na biegacza nie działa.

Na koniec pytam mojego przyjaciela, lat 44, żonaty, dwójka dzieci:
- Dlaczego flirtujesz?
- A dlaczego pijesz wino?

Aresztujcie podejrzanych. Tych, co zawsze.
Trwa ładowanie komentarzy...