Marta Kijańska

"proza kobieca, ironiczna i autoironiczna, z poczuciem humoru, ale i odrobiną rozpaczy, fabularyzowane felietony, felietonizowane fabuły, w odcinkach, w docinkach – to twój żywioł" - rzekł znajomy literaturoznawca. piszę więc. piszę, gdyż pisanie, poza gotowaniem i bieganiem, to pasja.

plażing i gołe siurki

Lato. Słońce. Kobiety lubią brąz. Kurort bardzo wakacyjny. Jeden z tych lepszych, a przynajmniej nie gorszych zdecydowanie. Wstępuję na plażę. Nie ma właściwie gdzie nogi postawić, nie szkodzi, przecież kurort, to i luuudzi. Jestem pozytywnie nastawiona, nic mnie nie drażni, nic mnie nie drażni, powtarzam sobie jak mantrę.

W końcu mogłam jechać na bezludną wyspę, a wybrałam nadmorski kurort polski.
Nie grymaszę więc, jest świetnie; jaki jest koń, każdy widzi, widziały gały co brały i tak dalej w tę stronę. Znalazłam sobie nawet kawałek przestrzeni na kurortowej plaży. Ograniczona przez parawan Okocim jasne pełne, parasol Nałęczowianka, czy inna źródlana, koc w cętki, oraz wielkie dmuchane siedzisko w kształcie piłki futbolowej, postawiłam leżak, rozścieliłam ręcznik i wystawiłam twarz do słońca, a grzeje. Oj, dobrze.
Nic mnie nie drażni, nic mnie nie rozdrażni.

I tu zaczyna się.
Małe dzieci, czy też raczej małe dziczki. Warchlaczki no po prostu. A wszystkiemu przygląda się matkalocha, i bacznie obserwuje, czy żadnemu krzywda nie dzieje się. Oczywiście.
Oż normalnie za chwilę się zadzieje, bo nogę podstawię, a długą mam, jak kolejny raz przebiegnie ryjąc piach i sypiąc mi prosto w twarz. A drugi za nim i beztrosko chlusta wodą na moją nową powieść autora lubianego, grubą i w twardych okładkach i nie podoba mi się to, że zalana.
Locha nic, bo to dziecię przecież, więc każdy, ale normalnie każdy, powinien być zachwycony. Wrrróć, wniebowzięty.
Biegają. Buchtują. Nic mnie nie rozdrażni, nic mnie nie rozdrażni. No ale nie będzie warchlak sypał mi w twarz!
Kuuuuukurydza (akcent na ostatnią sylabę koniecznie) gotowana, pąąąączki świeżutkie gorrrące!!! Locha obok wrzeszczy już wcale nie miłośnie; ręce masz w piachu, cały jesteś w piachu gdzieeeee do pączka mówię z tym piachem!, a w czym ma być cały jak buchtuje w piachu od godziny. Z jednej strony uwielbienie dla wszystkiego, co genialne bezstresowo wychowywane dziecko robi, a drugiej strony, gdy coś nie po myśli, to wrzask. To się chyba nazywa... niekonsekwencja? Zmilczałam taktycznie zalaną książkę i leżę nadal spokojnie, bo przecież nic mnie nie rozdrażni. Wykręcam palce w jakąś pozycję zen czy inną. Wiadomo; kurort, lato, dziki są, buchtują w kukurydzy właśnie najchętniej, niech będzie.

Ale dlaczego gołe to wszystko.
Na wysokości twarzy przebiegło mi może pięć, może sześć fiutków, noż kur...
KurCZĘ, bo przecież zen i nic mnie nie rozdrażni, więc nawet postaram się nie przeklinać, ale dlaczego gołe dyndają mi na wysokości twarzy!
I wszyscy, a najbardziej rodzice oczywiście, uważają że to cudowne. Otóż TO NIE JEST cudowne.

Plaża nudystów jest kilometr stąd.
Ale tam, o dziwo, nie ma ani jednego dziecka. Nie ma, bo społeczeństwo mamy pruderyjne i mały fiutek na plaży, to nie to samo co duży, i nie daj boże, żeby ten mały zobaczył dużego, albo jeszcze gorzej - dziewczynka!
Nie - chowamy się, wstydzimy, udajemy, że pewne rzeczy nie istnieją.
Ale jak czteroletnie siusiaki prawie wpadają na mnie, to to jest urocze, prawda?

Obok, na kocu w cętki siedzi mała dziewczynka, całkiem goła oczywiście, i za przeproszeniem grzebie sobie w.
Patykiem od loda sobie grzebie. Pewnie ma tam piasek. Dziewczynki w tym wieku nie wiedzą, że nóżki raczej trzeba składać, a nie rozkładać, bo skąd mają wiedzieć, jak im nikt nie powie, nie czują się skrępowane grzebiąc sobie w różnych miejscach. Ale może nie wszyscy muszą to oglądać. Może od tego są rodzice, żeby uświadomić i uwagę zwrócić.

Ja wiem, larum matki podniosą teraz, bo dzieci małe, to niechże sobie biegają na golasa i grzebią, i sikają na środku przejścia. Ale zdania nie zmienię, no nie smaczne to jest.
Niech biegają na golasa, sama biegałam na golasa, ale w miejscach bardziej – by tak rzec – intymnych, odosobnionych. Bo moja mama i tata, którzy nie wstydzili się mnie nigdy, ani ja ich; byli zdania, że mimo wszystko nie koniecznie należy z gołym tyłkiem wchodzić obcym ludziom na koc i pod nos.

Nadal nie jestem wstydząca się ani pruderyjna, ale myślę sobie, że są jakieś granice, jak mawiała Nałkowska. Dobrego smaku granice i nie wiem czego jeszcze. Tolerancja tolerancją, ale w dwie strony to działa i coś takiego jak poszanowanie i myślenie o innych powinno się włączać czasami.
I nie koniecznie jedząc śniadanie w hotelu chcę oglądać matki w szlafrokach karmiące przy sąsiednim stoliku piersią. Ja nad jajecznicą, a obok dziecko w piżamce nad cycem. Mlaskające dziecko. No „nie” mówię takiemu obrazkowi, chociaż rozumiem potrzebę, naprawdę. ALE.

Od razu zastanawiam się, co w tym jest, i dlaczego wszystko, co dotyczy małych dzieci jest święte i musi być wspaniałe i wszyscy mamy się zachwycać, zobacz jaka piękna kupa!

Mamy się zachwycać wszystkim; poczynając od buchtowania w piachu i sypania na ludzi wokół, poprzez najdziksze wrzaski nad uchem, oraz, uwaga, robieniem do nocnika na styku morze – plaża.
Taka sytuacja.

Fantastycznie, że pani miała nocnik, dziecko nie nasikało do morza, chociaż wszyscy sikają do morza, więc nie bardzo tutaj pani trafiła, no ale nie nasikało, uczymy siadania na nocnik, wspaniale, każdy się kiedyś uczył.
Ale o nocnik ów wraz z zawartością trzeba było się dziś na plaży potknąć chcąc przejść. To już może niekoniecznie.
Chwała dziecku, zrobiło do nocnika, tłumy falują, pani krzyczy z radości i podskakuje, nie można nie zwrócić uwagi, no nie można nie zwrócić uwagi. I co potem, no co potem?, zawartość nocnika pani wylewa do morza.
Ale przecież rozkoszne, nieprawdaż?
Wszyscy powinniśmy być dumni. Takie panie rzucają wręcz dzikie spojrzenia, jeśli nie jesteśmy zachwyceni. Bo powinniśmy być zachwyceni. Oczekuje się od nas, że będziemy zachwyceni. Wszystko co robi mały człowiek jest zachwycające, Marysiu nie idź tą drogą!

Ale nic mnie nie zirytuje, jestem na wakacjach, jest słońce, jest plaża, jest morze, jest upalnie i generalnie fantastycznie, miałam napisać o tym, że niby nie czytamy, ale zaskakująco dużo ludzi ma książki na kocach i nie tylko, bo w rękach też mają i jednak.
To cieszy, tak bardzo cieszy. Bo niby nie czytamy, a jednak chyba trochę. O czytaniu miało więc być, tymczasem skupiłam się na gołych fiutkach i innych gołych, no ale jestem tylko kobietą.
Wybaczcie. Ale zastanówcie się. Chwilę chociaż.

A obok pani krzyczy do takiego małego z dyndającym: „chodź, mamusia zrobi ci tego lodzika”.
Przysięgam.

Bo nie mógł sobie z papierkiem od „rożka” poradzić.
Już nic mnie nie zdziwi.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
ObyczajeWakacje

PROMOWANE

  • Dwa widoki

    Homo malcontentus i Homo optymictus czytaj więcej

  • Wychowaliśmy takie pokolenie mężczyzn

    Wsiadłam kilka dni temu do pociągu. - Przepraszam pana, czy mógłby pan pomóc mi włożyć walizkę na półkę? Walizeczka mała na jeden dzień, ale jednak, dla mnie i wysoko i stoi obok mężczyzna... - Nie. Mam chory kręgosłup. Ani przepraszam, ani pani wybaczy… Nic. Wcześniej włożył swoją wielką walizę bez wysiłku. Wstała obok siedząca pani i powiedziała:- Pomogę pani. Wzięła moją walizkę zanim zdążyłam zaprotestować i wrzuciła na górną półkę. czytaj więcej

  • Nie wrzucajcie mnie do jednego worka!

    Długo zbierałem się do tego wpisu. Wolałem jednak poczekać i sprawdzić, jak rozwinie się sytuacja. Od kilku dni obserwuję spektakl pod tytułem „strajk matek dzieci/osób niepełnosprawnych w Sejmie”, na którym korzystają wyłącznie politycy. Wbrew słowom organizatorów, nie pomaga on społeczności ludzi chorych, a wręcz im szkodzi. Nie chcę być – a z tego co wiem, moi znajomi również – wrzucany do jednego worka z obywatelami okupującymi Wiejską. czytaj więcej

  • Prawdziwy. Prawdziwszy. Trup

    W PWN-owskim podręczniku dla ośmiolatków znalazłam wierszyk: „Katechizm polskiego dziecka”: Kto Ty jesteś? Polak mały (...) Coś jej winien? Oddać życie. I tak dalej …. Wierszydło zostało napisane około roku 1900 przez Władysława Bełzę. Drugorzędnego poetę, mocno na wyrost nazywanego piewcą polskości. Naiwny, drażniący ucho tekścik od ponad stu lat jest narzędziem indoktrynacji i prania małych mózgów. Bo, jak inaczej nazwać (w XXI wieku) przekonywanie, że ośmioletnie dziecko rośnie po to, by oddać życie za kawałek ziemi? czytaj więcej

  • Kto wysłucha głosu pacjentów? Obchody Światowego Dnia Chorego w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

    Premier deklaruje zwiększenie wpływu pacjentów na podejmowanie decyzji w ochronie zdrowia. Minister obiecuje zrobić wszystko, co w jego mocy. Oby mu jej nie zabrakło... czytaj więcej