O autorze
Studiowałam Ochronę Środowiska na SGGW, Podyplomowe Dziennikarstwo na UW, oraz w Studium Literacko – Artystycznym na Wydziale Polonistyki UJ. Zadebiutowałam w 1995 roku tomikiem Ziarnko goryczy. W 2007 roku ukazał się mój drugi tomik; Okruchy tęsknoty. Zrealizowałam kilka filmów o tematyce ekologicznej, byłam stałą felietonistką miesięcznika literackiego Bluszcz. W kwietniu 2013 ukazała się moja pierwsza powieść pt. (nie)winna. W grudniu 2013 wydałam trzeci tomik poetycki - okno życia.

CELEBRYTA kontra PISARZ albo odwrotnie

Wróciłam właśnie z Siedemnastych Targów Książki w Krakowie. Fantastyczna impreza. Byłam tam jako czytelnik, i jako autor. Czy raczej powinnam napisać - nie miałam tam czym oddychać jako czytelnik i jako autor. Ale w Krakowie jest ponoć największe stężenie pyłów zawieszonych, więc oni tam w ogóle tak mają. Że oddychać nie można.

Ale nie o komforcie zwiedzania ma być, tylko o tym, że prawdziwych czytelników już nie ma. Albo są, ale w tak WIELKIEJ NIELICZNOŚCI, że to tylko potwierdza moją tezę.



Nie znam liczb, nie wiem ilu było zwiedzających; ile ciał złożyło się na niebywale wysoką temperaturę wewnątrz hal, dzięki Bogu, że drzwi otwarto w końcu na oścież, bo by się mogły dziać rzeczy straszne, i to nie tylko dlatego, że halny wiał w tym czasie. A gdy halny wieje, to się dziwne rzeczy dzieją.

Wystawców było wielu, wydawnictw wiele, pisarzy i poetów było wielu, zwiedzających było bardziej niż wielu, co niesamowicie cieszy, bo niby w Polsce nie czytamy i statystyczny Polak wydaje na książki rocznie około 19 złotych (słownie: dziewiętnaście złotych mój Boże!!!), ale najwięcej ludzi stało w kolejkach, które nawet trudno było nazwać kolejkami, tylko falą falującą, napierającą i niepozwalającą przejść, do celebrytów. O, mój komputer nawet nie zna takiego słowa i podkreśla na czerwono. Jednakowoż.

Słowo istnieje, a i celebryci również. Gwiazdy. Znani z tego, że są znani. I oto dlaczego uważam, że prawdziwy czytelnik jest w zaniku. Bo prawdziwy czytelnik to taki, który w kolejce do pisarza stanie, i nawet gdy nie ma kolejki, to podejdzie. Bo się na targach ma niewątpliwie jedną z nielicznych możliwości, rzekłabym, unikatową, żeby zamienić słowo z pisarzem, nawet mu wygarnąć; taki pisarz na targach to wszystko przyjmie i zaryzykuję, że z radością. Bo pisarze kochają czytelników; przecież dla nich są.

I siedzi pisarz przy małym stoliczku, a i smutny czasem, chyba, że w kanciapie wydawcy zostanie poczęstowany winem, albo czymś mocniejszym, to może choć smutny, to się nieco rozweseli. Ale siedzi. Przyjeżdża, było nie było, czasem z drugiego końca Polski, czyli daleko może mieć. A więc czas inwestuje, pieniądze inwestuje, chęci, potencjał, cieszy się, bo targi książki to święto książki i autorów i czytelników, więc cieszy się i chce bardzo i dziki tłum go w tym jego chceniu stratuje. Dziki tłum, który pędzi do tych znanych z tego, że są znani. Dziki falujący tłum pędzi do pani G., jak Gwiazdalodowa, albo panny S., jak Superekspertka od tego jak żyć, ubierać się i jeść nawet też, czy do pani C; jak Cudnaseximama; które to wszystkie one wydały i może nawet napisały, a może nie one, ale to już nieistotne.

Nazwisk nie wymieniam, po co, ale tak się stało, że mamy więcej piszących, niż czytających, a większość z nich pisarzami nie jest i pewnie nie powinna być.
Wypowiadam się jedynie częściowo jako pisarka (czy też raczej literatka), może ktoś powie zaraz, że też pisać nie powinnam, ale słowo honoru, że zarówno do swojego pisania jak i do siebie, mam sporo dystansu i uczę się mieć jeszcze więcej pokory. Co nie jest oczywiście proste i marzę o wszystkich nagrodach za wszystko. Ale staram się, staram.

Przede wszystkim wypowiadam się jako czytelnik, bo jestem czytelnikiem. Obiema rękami podpisuję się pod tym, co napisała Inga Iwasiów w swojej najnowszej książce, Blogotony: czytam bez przerwy, kompulsywnie, namiętnie, ze zrozumieniem i bez zrozumienia. Na sen i na dobry dzień. W wannie i w poczekalni. Pod prysznicem i przy śniadaniu. Tak dużo, że mam pewne trudności z wygospodarowaniem czasu na pisanie…

Obserwację czynię więc zarówno jako czytelnik, jak i autor, i człowiek po prostu.

Prawdziwy czytelnik, moim zdaniem; a na takiego pisarze czekają, i dla takiego piszą; podejdzie do pisarza, nawet kiedy nie jest to znany bardzo pisarz (zresztą, takich naprawdę bardzo znanych i wielkich pisarzy nie ma aż tylu) i zainteresuje się, zapyta może o coś, o książkę pisarza, z którą ten tam sobie przy stoliku cichutko i skromnie. A może dwie książki napisał, albo więcej? Zaciekawi się prawdziwy czytelnik, bo może nie zna wszystkich pisarzy w Polsce, a może warto poznać kolejnego; właśnie tego. A może coś interesującego napisał. A może nie, ale przynajmniej słowo się zamieni, a jak się nie zamieni, to się człowiek nie dowie, bo kto nie pyta, błądzi.

Skoro już autor siedzi i czeka i jest tam dla czytelnika, bo przecież dla kogo jest, jak nie dla czytelnika, no nie dla siebie, chociaż trochę też (to jako autor piszę).
Takich prawdziwych czytelników przy mnie stanęło sztuk kilka, i to i tak jest niezły wynik. Ale to u mnie, a nie chcę żeby wyszło tak, że piszę to, jako sfrustrowana, zawiedziona pisarka, nie; ci co mieli być przy moim stoliku, byli. Naturalnie, że zawsze mogłoby być lepiej, oczywiście. I naturalnie, że smutno mi, że moja książka nie ma żadnych szans z książką o tym jak żyć, albo jak być sexi mamą, znanej pani z telewizji; chociaż może nie gorsza wcale jest.

Ale było wielu, naprawdę wielu pisarzy, którzy siedzieli i pies z kulawą nogą do nich nie podszedł, bo zaraz obok była pani M, jak Megaznanapiosenkarka, albo pan M jak Megakontrowersyjnyposełlikwidator. Sama słyszałam, jak przechodząc obok jednego z pisarzy, ale takich naprawdę PISARZY przez większe P.; jedna rzekła do drugiej, nieeee, to nieznany z telewizji facet, nie idziemy, po co. No po co, po co, właśnie po to, że prawdziwy czytelnik może by wiedział po co.

A pisarz smutnym wzrokiem (jednak smutnym, czyli wina nie było), patrzył na dzikie kłębowisko wokół tych znanych z telewizji.

Nie mówię, że panie i panowie celebryci mają nie pisać. Mówię o tym, że przykre jest, że pisarze, dla których pisanie to praca, pasja, życie, dla których czytelnik to i wybawca i kat, i juror i często wyrocznia, sromotną ponoszą nierzadko klęskę, w bitwie ze znanymi z pierwszych stron Pudelka i Plotka.
A w ogóle nie powinno być takiej bitwy.

Prawdziwy czytelniku w zaniku, taką mam nadzieję, że rzucisz się na mnie teraz i powiesz, że nie, że to nieprawda. Ale sama widziałam. Byłam tam, siedziałam, krążyłam, słuchałam i węszyłam. I takie wnioski smutne, po wspaniałych, było nie było, 17. Krakowskich Targach Książki.

I jeszcze raz; to nie z zazdrości. Ja swoje poletko uprawiam, i kto chce, to i tak przeczyta. Smutne tylko jest to, że dwadzieścia razy przez megafon słyszałam że poseł M; likwidator, będzie podpisywał książkę, a nie słyszałam ani razu, że będzie wspaniała poetka Julia Hartwig. Więc może ta machina czytelnika w zaniku jakoś się odgórnie też napędza? Ale, niechże sobie celebryci piszą, naprawdę; przecież pisać każdy może…

trochę lepiej, lub trochę gorzej,
ale nie oto chodzi,
jak co komu wychodzi.
Czasami człowiek musi,
inaczej się udusi,

ooo
Trwa ładowanie komentarzy...