"gwarancja cnoty, to brak ochoty"

Co to jest zdrada? Z definicji; zawiedzenie zaufania. A ponieważ zaraz wiosna, hormony szleją i prawie wszystko kojarzy się z seksem, więc cudzłóstwo. Cudzołóstwo to termin oznaczający zdradę małżeńską. Czyli narzeczonego jeśli się zdradzi, to sumienie można mieć czyste; jakie to proste. Dalej, za zdradę małżeńską, uznawany jest stosunek płciowy jednego z małżonków, z kimkolwiek, poza własnym mężem lub żoną (z encyklopedii). To też wszystko upraszcza, bo stosunek opisany jest w encyklopedii baaardzo jednoznacznie. Więc trzeba się posunąć naprawdę do ostateczności, żeby ZDRADZIĆ. Aaa, jeśli tak, to w porządku.


A zbyt długie patrzenie w oczy?
Sugestywne, przeciągłe spojrzenia, i poza nimi nic więcej. Tylko oczy, ale przecież w oczach… Patrzyłam spod półprzymkniętych powiek. I on patrzył, och jak on patrzył. I w tym wzroku było wszystko, a nic być nie mogło. I tym wzrokiem on mnie pieścił, a ja się oddawałam, i oboje wiedzieliśmy. I chociaż nic się nie wydarzyło, to jakby wydarzyło się wszystko. A powietrze gęste było od tego, co między nami niewypowiedziane.
Zdrada?



A dotknięcie?
Czego można dotknąć, a czego już nie wolno? Kiedyś nawet dłoń, to było niedopuszczalne; zetknięcie ramion w loży lub w głębi karety…, shake-hand za długi nieco, a chcący trwać wiecznie... A jeśli on dotknął przegubu mojej dłoni w taki sposób…
A jeśli dotykał moich stóp? Jechaliśmy samochodem, prowadził znajomy, obok siedziała małżonka. Ja z tyłu. Z nim. Jazda trwała półtorej godziny i przez te półtorej godziny on masował mi stopy. Rozebrał najpierw moje stopy do naga. I masował. Tylko to. Nigdy nie myślałam, że możliwe jest przeżycie najwyższej rozkoszy poprzez stopy. I jego nagie dłonie. Miałam wtedy chłopaka w Warszawie. Zdradziłam?

A listy?
Listy wyłącznie. Nieważne, w wersji elektronicznej, czy papierowej, ale nic więcej; jedynie pisanie. Taki pisany romans. Nigdy się nie spotkali.

Najpierw odwiedził pan moje sny.
Wczoraj szeptaliśmy do rana.
Pan pisał pięknie, chociaż krótko.
Dziś jestem trochę niewyspana.
"Nie, nie za szybko, poszepczmy trochę";
to bardzo ładne pana słowa.
A kawa jakby bardziej czarna
i noc bezsenna i zmysłowa.


Taki szeptany romans z panem
piękniejszy niż w rzeczywistości.
Proszę mi pisać piękne słowa,
niech pan nie skąpi mi czułości.

Będę się pieścić tym, co pan pisze.
Możemy nigdy się nie zobaczyć,
lecz proszę hojnie do mnie szeptać
– to bardzo wiele dla mnie znaczy**.


Czy to już zdrada, czy jedynie (nie)winne upiększanie rzeczywistości? Bo przecież nikomu krzywda się nie dzieje. A może właśnie się dzieje?
Czy zdradą jest, kiedy kochasz się z jednym, ale myślisz o innym? A co sny? Co ze snami, we śnie też przecież. I nie mamy na to wpływu. Chociaż najpewniej doktor Freud byłby innego zdania.
Czy zdradą jest, kiedy sami się dotykamy? A może kiedy myślimy wtedy o współmałżonku, to nie jest zdrada.
A gdybym poszła do łóżka z kobietą? Miałam kiedyś chłopca, który sam mnie do tego namawiał i uwielbiał patrzeć jak całuję się z dziewczyną; tak tak, całowałam się z dziewczyną, miała na imię Agnieszka i piękne kręcone włosy. A może Natalia... Dlaczego większość mężczyzn nie traktuje tego jako zdradę. Czymże to różni się od tego, gdybym całowała się z mężczyzną?

A kiedy się zdradza swojego chłopaka w liceum całując się na leśnej ścieżce z innym, to bardziej jest to do wybaczenia, niż byłoby w dorosłym życiu?
Ten, z którym się całowałam, poszedł potem do księdza i się wyspowiadał. Pokutą miało być przyznanie się. Więc przyznał się mojemu chłopakowi. A ten, zamiast dać mu w zęby, oczywiście potępił mnie. Zostałam milcząco ukamienowana przez cały obóz, a oni nadal się kumplowali. Taka sytuacja.

A jak godzinami siedzi się na randkowych, erotycznych, czy pornograficznych portalach i do tego się masturbuje? To zdradza się, czy to się nie liczy?
Założyłam kiedyś dla zabawy konto pod pseudonimem na jednym z randkowych portali i flirtowałam bezczelnie i bezecnie z moim ówczesnym chłopcem. Jako Rybka. Mało tego, umówiłam się z nim na randkę. I co? I on poszedł. Poszedł! Nakłamał mi coś o wieczorze z kolegą i poszedł na randkę z Rybką.
Zdradził czy nie zdradził?
Nie zdradził do końca, bo nie zdążył, zamiast Rybki ja byłam przecież i zrobiłam karczemną awanturę. Ale zdradziłby może, a według niektórych już zdradził, bo po co na portalach randkowych siedział i wędkował.

Czy może zdrada jest dopiero wtedy kiedy, mówiąc brzydko, on jej coś gdzieś…?

Dlaczego mężczyznom się to wybacza a kobiety to od razu kurwy? Spytałem żony, czemu płacze: "Zrobiłam męża rogaczem"*. Tak, nawet pojęcie "rogaczyca" nie funkcjonuje. Domu publicznego dla kobiet nie można znaleźć, a ogłoszeń panów świadczących usługi seksualne dla pań, jest jak na lekarstwo. To tak, jakby zdradzać mogli i potrafili jedynie mężczyźni.

Żona ma wszystkie zalety, dlatego kocham inne kobiety.* Skok w bok, no zdarzyło się, kochanie, ale ona dla mnie nic nie znaczy. Znacie, znamy, to posłuchajcie. Tak bardzo żonę szanował, że aż inne fatygował*. Dlaczego w drugą stronę to już nie działa. Bo tak się przyjęło? Ale gdzie się przyjęło, kto przyjął, społeczeństwo przyjęło? Świat przyjął? To zgodne z regułą?: Zawsze żona jest mi winną, kiedy żonę zdradzam z inną*.

A może, po pierwsze, trochę mniej zaszufladkowania, bo niedługo będziemy chodzili jak manekiny nakręcane z tyłu śrubką w karku. Oby nam się trybiki nie przegrzały.
A po drugie, trochę więcej tolerancji i szerszego spojrzenia, trochę więcej wiary i wybaczania.
Tak, jestem odrobinę hedonistką, i uważam, że człowiek ma prawo dążyć do przyjemności, może nie za wszelką cenę, naturalnie nie raniąc bliskich, i są granice, ALE.
- Chcesz męża zdradzić? To nikczemność!
- Z tobą.
- Nooo, jeżeli ze mną…
*

flirtujmy!

Oczywiście, wszystko ma jakieś granice. Wasze granice nie muszą być moimi granicami, każdy wyznacza je dla samego siebie. Sądzę jednak, że nie trzeba zamykać się w sobie i zamykać się na innych, jedynie z tego powodu, że takie są przyjęte normy, bo co to znaczy normy i któż te normy przyjął? Jeszcze nikt nie umarł od flirtu, czy oglądania filmów erotycznych albo zaczytywania się Greyem (nie sprawdzono!).

Człowiek jest tylko człowiekiem, i nikt nie zaprogramował go do monogamii.
A romans, szaleństwo? Może to dobrze, gdy jest na nie czas i miejsce? Nie wiem. Szaleństwo na pewno potrafi niesamowicie wzbogacić i uszczęśliwić. A nawet wiele rzeczy zmienić na lepsze. Cudownie, jeśli w życiu nagle pojawia się egzaltacja, dzikie piękno, nawet jeśli w pojęciu ogółu grzeszne. W końcu co to za eden, gdy tylko jeden*, prawda? :)
Nie staram się usprawiedliwiać romansów, romasików, flirtów, czy zdrad, ale nie udawajmy, że jesteśmy bardziej święci niż Święci i nie udawajmy, że nie ma wokół nas pokus i czasem im nie ulegamy. Już Oscar Wilde powiedział, że jedynym sposobem aby pozbyć się pokusy, jest ulec jej...
Przecież kiedy wychodzimy za mąż, to nie zakładamy klapek na oczy i nie jesteśmy niczym koń na Wielkiej Pardubickiej. A odbiór zmysłowy zupełnie nam się nie wyłącza.
Życie tak nie wygląda. Życie tak naprawdę, bardziej przypomina brazylijską telenowelę.

Pan ma żonę, ja mam męża,
sytuacja się napręża.
Linka pęknie, smycz się zerwie?
Życie gra nam wciąż na nerwie.

Ja mam męża, pan ma żonę.
Życie jest popierdolone.
Na ten romans nie ma zgody.
Albo będą dwa rozwody**
.

Naturalnie, nie da się żyć wyłącznie szaleństwem i chwilą. I nie zawsze można i trzeba przewracać swoje (i czyjeś przy okazji) życie do góry nogami, z powodu chwilowego wariactwa. Chociaż oczywiście, czasami warto.

Przychodzi też czas na pranie mężowskich koszul, prasowanie kołnierzyków, wspólne odkurzanie domu, odprowadzanie dziecka do przedszkola, rodzinne obiady, zakupy, spacer; codzienne życie. I na pewno warto w tym szukać szczęścia i bezpieczeństwa, warto znaleźć w tym wiarę, nadzieję i miłość.
Nie jestem za zdradzaniem, chociaż sądzę, że w taki czy inny sposób zdradzają wszyscy. Jedni traktują bowiem jako zdradę zaledwie fantazję, inni taniec, flirt, a jeszcze inni "dopiero" pocałunek, czy pieszczotę.

Ale gdy już doszło do tych najboleśniejszych; to jestem za próbą zrozumienia. Za wszelką cenę. Za próbą postawienia się w odwrotnej sytuacji. Za próbą poskromienia zaślepiającego gniewu, bo nikt z nas nie jest wszechwładnym i bez skazy. "Kto z was bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamień…", napisano w tej – poniekąd – najważniejszej z ksiąg.
Jestem za pracą nad związkiem. Nieustanną pracą, ale zwłaszcza wtedy, gdy zdrada się zdarzy; niezależnie od jej charakteru, niezależnie od tego KTO.
Przecież to właśnie wychodzenie z kryzysów jest najważniejsze. Jest kluczowe, jest istotą dobrego związku. Bo na zgliszczach też można postawić dom.

W razie czego, zawsze można niczym Sztaudynger, wielokrotnie dziś cytowany, mieć "Spokój sumienia": Kiedy kobietę w własne łoże złożę, Spokojny jestem, że nie cudzołożę*.

A tak w ogóle; gwarancja cnoty, to brak ochoty*.







* - Fraszki Jana Sztaudyngera: "Dobra żona", "Efekt zalet żony", "Czciciel żony", "Zgodnie z regułą", "Rozmowa", "Raj kobiet" - Różowe piórka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007
** - Wiersze "proszę szeptać" oraz "fraszka na zdradę", Marta Kijańska, okno życia, Wydawnictwo Melanż, Warszawa 2013.
Trwa ładowanie komentarzy...